28.12.2016

AKTUALIZACJA WŁOSOWA GRUDZIEŃ 2016 - ROK W PIELĘGNACJI WŁOSÓW

Czy mnie oczy nie mylą ? Od ostatniej porządnej aktualizacji włosowej minęło ponad pół roku! Z włosomaniactwem to chyba jest jak z dietą. Po czasie intensywnej walki, eksperymentów i wysiłków przychodzi pora stabilizacji. Zauważcie- przez kilka tygodni, miesięcy wzmożonej pielęgnacji zazwyczaj zauważamy efekty, po około roku widać oczekiwany przyrost zdrowszych włosów. A potem chyba przychodzi taki czas, kiedy już dobrze znamy swoje włosy. Możemy przewidzieć ich reakcję na większość substancji, produktów. Zazwyczaj już umiemy wyeliminować czynnik niszczący. Nie stylizujemy w kierunku, który osłabia budulec włosów, nie przycinamy włosów do fryzury, którą już przerabialiśmy i okazała się złym wyborem ( tak jak u mnie z grubo ciętą grzywką). 

W aktualizacji z grudnia 2015 mniej więcej już zarysowywał się ostateczny styl najbardziej odpowiedniej dla mnie pielęgnacji. Rok czasu pomiędzy aktualizacjami to długi czas, ale naprawdę da się zobaczyć różnicę!


Jaki był dla moich włosów 2016 rok ? Moim zwyczajem stały się dwie fryzury - wysoki kucyk na Invisibobble lub mały koczek baletnicy również z użyciem Invisibobble. Patrząc z perspektywy ile szkód wyrządzały włosom dotychczasowe upięcia i gumki, przed wynalazkiem spiralnej Invisibobble, to tej jedynej nachwalić się nie mogę. Nie ma żadnych załamań ani ubytków w miejscu wiązania włosów. Końcówka koczka, która zwykle zachowuje się jak spalony filc tym razem wyjątkowo daje radę utrzymać elastyczność i nawilżenie.  Rozpuszczone włosy ostatnio noszę rzadko, głównie dlatego że koszmarnie niszczą się od szalika. Kołnierz kurtki też robi swoje- włosy bardzo się odkształcają, elektryzują i plączą.Po prostu nie wygląda to dobrze. Zimą wolę nosić włosy w koczku.

Włosy podcinałam  średnio co miesiąc o centymetr, czasami nawet trzy, jeśli jakość końcówki budziła zastrzeżenia. Samodzielnie za pomocą nożyczek- nieco już stępionych z Rossmanna i sporadycznie nowymi, wyjątkowo ostrymi dziecięcymi nożyczkami do papieru.


Zmieniłam trochę metodę cięcia -włosów nie przycinam już na prosto, zrezygnowałam tym samym z maszynki (co w sumie wyglądało nieźle ale na dłuższą metę sprzyjało rozdwajaniu). Obcinam włosy odwracając pasma metodą uderzania raz po raz ze skosu. Czyli właściwie cieniuję na 3-5 mm. W praktyce sprawia to, że proste bardzo cienkie włosy rzadziej zbijają się w strąki. Końcówki naturalnie zwężają się i tworzą kształt podobny do pędzelka do akwareli.

Zaprzyjaźniłam się na nowo z oliwą z oliwek i wróciłam do metody omo, czyli nakładam na umęczone końce garstkę oleju tuż przed samym myciem. Wymyślne maski, odżywki i półprodukty zastąpiłam jednym, jedynym Kallosem Banana. Po żadne silne farby nie sięgam nadal. W chwili chęci szaleństwa tylko gencjana. Może ostatecznie kiedyś zdecyduję się na jakieś różowe szamponetki.:) 
Dość znacząca zmiana w stosunku do poprzednich lat-  coraz częściej staram się myć włosy co drugi dzień. Ograniczenie kontaktu z detergentami, wodą, suszarką i grzebieniem ma niemałe znaczenie dla kondycji włosa.

W kwestii kosmetyków - z szamponów przeważnie królowała u mnie zaufana Schauma w kilku wersjach na przemian. Skóra głowy wymaga oczyszczającego szamponu i póki co z tych najłatwiej dostępnych w osiedlowych dyskontach nie znalazłam lepszego (chociaż 7 ziół z Kauflandu był też niczego sobie). Wspomniany już wcześniej Kallos Banana w roli maski-odżywki , ostatnio z dodatkiem kropli gencjany dla bardziej popielatego chłodniejszego odcienia. Nie przeprowadziłam ani jednej kuracji przyspieszania przyrostu (choć półtora butelki Jantara Farmony czeka na swoją kolej), może wkrótce.

Co pewnie teraz widać po kondycji spuszonych końcówek- praktycznie zrezygnowałam z silikonowego serum. Już mówię dlaczego. Substancje te u mnie głównie maskują przesuszenie, porowatość włosów a u mnie przede wszystkim przyczyniają się do tworzenia nieładnych strąków. Serum tak jakby przesuwa w czasie konieczność podcięcia ale w gruncie rzeczy pod spodem nie robi nic dobrego. Moim marzeniem jest uzyskanie zdrowych końcówek na tyle aby bez powierzchniowych kondycjonerów dawały się przeczesać i wychodziły bez szwanku z normalnych codziennych sytuacji, jak na przykład przyciśnięcie paskiem od torebki..



W zestawie fotek obok siebie możecie zobaczyć jak włosy zmieniły się od kwietnia do grudnia 2016.
Wpis z kwietnia 2016 na temat włosów zobrazował najsłabsze elementy - powracające ubytki w połowie włosów i na końcówkach, jeszcze podciętych na prosto. W czerwcu włosy w miarę wyrównane, ale cienkie aż przezroczyste. We wpisie z października (przedostatnie zdjęcie) włosy mam już w docelowej długości, ale przycięte w kierunku skosów.

Pomału do przodu!

A jak u Was wyglądał rok 2016 pod względem pielęgnacji włosów ? Jakieś zmiany, eksperymenty i nowości ? A może ulubione rytuały i sprawdzone produkty ? 
Podlinkujcie też w komentarzach , jeśli macie aktualnie u siebie na blogach podobne wpisy!
Tymczasem pozdrawiam i życzę szalonej zabawy sylwestrowej. Albo spokojnego wieczoru z książką i kotem na kolanach . Cokolwiek Was uszczęśliwia <3











1 komentarz:

  1. U mnie rok miniony w pielęgnacji włosów nie był jakiś wyjątkowy. W sumie to tylko delikatne podcinanie końcówek

    OdpowiedzUsuń

Twoje zdanie ma znaczenie ! Skomentuj :)