31.12.2014

TAG :Liebster Blog Award II

Z tytułu nominacji od autorki mlodabloguje.blogspot.com mam nowe pytania i odpowiedzi. Tutaj jest moja pierwsza nominacja i mój opracowany wcześniej zestaw pytań. Do dalszej zabawy zapraszam obserwatorów posiadających blogi.








1. Jaka jest twoja ulubiona słodkość ?
Słodkie całuski. A tak poważnie to czekoladki lodowe i Bueno.

2. Jak wyglądałyby twoje wymarzone wakacje?
Sceneria zabytków włoskiego renesansu Florencja, Wenecja.




3. Brałaś udział w jakimś blogowym konkursie/rozdaniu? Udało ci się coś wygrać?
Bardzo rzadko biorę udział w rozdaniach, bo jakoś nie mam cierpliwości na śledzenie ich wyników. Tak po prostu.

4. Sylwester spędzony w rodzinnym gronie vs wielka impreza sylwestrowa?
Kompromis - rodzinne grono na  imprezie. Wspólna zabawa w jakimś klubie, na koncercie czy coś takiego.O ile to jest wogóle wykonalne.


5. Co skłoniło cię do utworzenia bloga?
Jeśli mam być szczera za pisanie bloga wzięłam się podczas przerwy od pracy na wychowanie dziecka. Po to aby całkiem nie zdurnieć od pieluch, klocków i świnki Peppy.


6. Ulubione zwierzę?
Psy. Jest u mnie na blogu Tag 10 faktów o mnie. Możecie tam zobaczyć moje stwory.


7. Jaki jest twój wymarzony zawód?
Fotograf. Artysta, Geniusz :)

8. Długa, gorąca kąpiel vs szybki prysznic ?
Gorący prysznic.

9. Film z przyjaciółmi vs  książka czytana w domowym zaciszu?
Film w domowym zaciszu z rodziną.
link

10. Jak walczysz ze stresem?
Nie walczę, nie tłumię, wyładowuję. Przeważnie też stres odreagowuję długimi spacerami.

11. Stawiasz sobie noworoczne postanowienia? Udaje ci się je wypełnić ?
Noworoczne nie, ale lubię stawiać sobie wyzwania na określony termin. Na przykład latem jeżdżę rowerem 5 razy w tygodniu na dłuższe dystanse. Albo postanawiam obejrzeć wszystkie dostępne pełnometrażowe anime Hayao Miyazaki.
link
Mam nadzieję, że się podobało :)
Przy okazji kochane Czytelniczki - życzę udanej zabawy sylwestrowej i wszystkiego dobrego na Nowy Rok!

29.12.2014

Mity pielęgnacyjne, które postanowiłam obalić.

Oczywiście nie na zasadzie - "uważam tak ponieważ tak mi się wydaje" ale dlatego, że moje włosy zareagowały na daną rzecz w sposób zupełnie inny od oczekiwanego. Być może niektóre z tych wniosków potwierdzą się także i  u Was.
Włosomania nie jest przecież zamkniętą księgą niezmiennych zasad a raczej trendem inspirującym do nieustannych poszukiwań.
Oto na co wpadłam podczas roku świadomej pielęgnacji włosów. Niektóre z tych też wysnułam już jakiś czas temu i przeplatały się w postach "Niedzieli dla włosów" czy w aktualizacjach. Tutaj postanowiłam je zebrać.Żeby się już nie powtarzać milion razy obiecuję, że na jakiś czas to ostatni post takiego rodzaju. Kolejny napiszę, gdy dokonam jakiegoś przełomowego odkrycia w tej dziedzinie.

  • "Szampony z Sodium Laureth Sulfate to zło". Nie zawsze. Podczas tzw powrotu do naturalnego koloru włosów doszłam do innej konkluzji.  Część włosa -"odrost " potrzebuje częstszego i bardziej zdecydowanego oczyszczania bo inaczej względem partii rozjaśnionej lub farbowanej może wydawać się bardzo przylizana i nieświeża.Włosy zdrowe o naturalnej lśniącej strukturze nawet nie zechcą się odbić od nasady po łagodnym szamponie. Jak to robić by nie dobić tych osłabionych ? Bardzo małą ilość szamponu trzeba rozprowadzić na skórze głowy, unosząc dłonią "długość". W żadnym przypadku nie trzeba włosom robić prania ręcznego całości ( a to ulubiona technika mycia stosowana w większości salonów fryzjerskich). Posiadaczki włosów o nieidentycznej porowatości włosów na całej długości mogą niejednokrotnie się przekonać że warto mieć pod ręką ulubiony "rypacz".
  • "Stałe rozjaśnianie włosów może sprawić że naturalny blond będzie rósł ciemniejszy". To trochę prawda. Bo po pierwsze sztuczny kolor przyćmiewa w kontraście naturalną barwę włosa a po drugie odrost potrzebuje około 10 miesięcy aby nabrał naturalnych refleksów i wielowymiarowości. Zatem pierwsze miesiące z odrostem to wyjątkowo trudny czas dla rezygnujących z farbowania. I rzeczywiście  przez ten okres naturalne włosy są ciemniejsze, bure aż do momentu gdy właściwy kolor się ujawni pod wpływem między innymi promieni słonecznych.
  • "Odżywki aby dobrze mogły działać powinny zawierać witaminy i inne składniki odżywcze". Dzięki temu włosy będą mocne, piękne i lśniące. Jestem pewna że włosy nie mogą się odżywiać nie posiadając przewodu pokarmowego. Nie są w stanie wchłonąć i spożytkować większości super dobroczynnych składników. Olejów w sumie też nie. Jedyna funkcja odżywek, masek i olei to funkcja kondycjonująca czyli zmiękczenie, nabłyszczenie i wytworzenie warstwy okluzyjnej - gładkiej otoczki. Odżywienie włosów to błąd rzeczowy.
  • "Zimna woda zamyka łuski włosa". Nie do końca chyba tak jest  Bo gdyby moczenie włosów w pierwszej kolejności ciepłą wodą znacznie rozchylało łuski włosowe- nie używalibyśmy do farbowania oksydantu tylko pigmenty działałyby rozcieńczone samą wodą.  Jedyne co może zmniejszyć porowatość i nieco zamaskować czy też wypełnić te nieszczęsne łuski to właśnie produkty kondycjonujące -patrz punkt wyżej. Skoro też gorącą wodę ok 50*C obwinia się o niszczenie włosów to czym jest dla nich prostownica rozgrzana do 200*C ?
  • "Nie szkodzę swoim włosom bo odstawiłam prostownicę i /lub lokówkę a włosy układam na szczotce". Naciąganie pasm na szczotkę i podgrzewanie suszarką to nadal jedna z okrutniejszych zbrodni na włosach. A olejowe serum tylko pogarsza w tym przypadku ich sytuację. Olej piorunem nabiera wysokiej temperatury i na pewno nie daje ochrony przed ciepłem. Najbezpieczniejsze stosowanie suszarki (moim zdaniem) to nawiew letni i odległość od włosów około 40 cm.
  • Cięcie na prosto sprawia że końcówki wyglądają najkorzystniej i są najzdrowsze. Figa! Przy włosach prostych i cienkich cięcie na prosto wcale nie jest najlepszym wyjściem. Znacznie lepiej wygląda i układa się cięcie z lekkim cieniowaniem. Tak, cieniowaniem ! Podobno to nazywa się "szpic" Samemu tego w domu zrobić się nie da bo wyjdą ząbki. Sama chętnie oddałabym się w ręce fryzjerki ale obawiam się że upitoli za dużo i będzie żal. Odwołuję tu do wpisu o włosach cienkich. Same porównajcie.
  • "Upięcie na noc włosów zawsze chroni je przed zniszczeniami". Niestety nie w przypadku włosów "delikatnych, cienkich.." bo o poranku spod koka może wypaść garść włosów połamanych, ponadrywanych w połowie. Spod warkocza także. Jedyne co optymalnie faktycznie chroni włosy takie jak moje podczas snu to niski luźny kucyk i to na boku.
  • "Alergie na farby zdarzają się bardzo rzadko, nie warto robić prób uczuleniowych." Oj warto. Niedawno u pewnej osoby z mojego otoczenia farbowanie wywołało silną reakcję alergiczną. Tak ot po prostu- wysypka, bąble, obrzęk, opuchlizna, szpital, leki antyhistaminowe, sterydy.. Kilka dni koszmaru.To się czasami zdarza naprawdę.
  • "Włosy należy szczotkować". Z takim postulatem spotykam się na większości serwisów urodowych.Grono włosomaniaczek również gorąco namawia by zrezygnować z czesania na mokro a robić to tylko wtedy gdy włosy wyschną. I powiem szczerze, że ani szczotkowanie, ani czesanie po wyschnięciu nigdy nie przyniosło mi nic dobrego. W obu sytuacjach w kontakcie ze szczotką włosy zaczynały się zasuplać (jest takie słowo ?) , tworząc maleńkie kołtuny,  które pod naciskiem nawet najbardziej wymyślnej szczotki po prostu z bólem rozrywają się. Moje włosy prędzej dają się wyrwać niż przeczesać. Dzieje się tak niezależnie od stosowania silikonów, olei i masek. Odkąd pamiętam czeszę włosy tylko na mokro szerokim grzebieniem i przy tym pozostanę.

15.12.2014

Moja fabryka upominków.

Czyli o tym jak pakuję prezenty Gwiazdkowe.
Nigdy nie byłam zwolenniczką gotowych torebek na prezenty. Głównie dlatego, że ich cena wcale nie jest niska a gdy chcę przygotować 10 upominków lub więcej to na same opakowanie trzeba byłoby wydać 50 zł lub więcej. Dziś pokażę Wam moje sposoby na wykonanie estetycznych i ciekawych opakowań z niewielkiej ilości materiałów. Możecie powiedzieć zawinąć prezent to żadna filozofia- otóż nie każdy ma pakowanie prezentów ma we krwi, bo sama spartaczyłam kilka sztuk (pod koniec roboty już pewną ręką poprawiłam ) 

Do warsztatu na 10 niedużych paczek trzeba przygotować
*3 arkusze kolorowego papieru*2 małe arkusze szarego papieru (który zwykle jest wewnątrz rolki kolorowej)
*ścinki papierów - kawałki , resztki wielkości A3, A4 lub mniejsze,
*1 karteczka z kolorowych wycinanek szkolnych lub więcej jeśli ktoś dysponuje
*klej w sztyfcie - nie inny bo musi być dość suchy by nie zdeformował papieru
*nożyce, cienka taśma klejąca,
*linijka albo plastikowa karta w tej samej roli
*zwinne ręce :)
*tasiemki z tkaniny z pasmanterii lub inne , mogą być też z tworzywa sztucznego, ozdoby ze sznurka stosowane w kwiaciarniach

Właściwie wszystkie moje pomysły możecie zobaczyć na zdjęciach. Mi największy kłopot na początku sprawiało zawijanie rogów (krótszych boków) - papier falował się i gniótł - moja porada - trzeba zdecydowanie zagiąć brzegi maksymalnie blisko pakowanych krawędzi - materiał powinien się poddać i schować tworząc w miarę symetryczne "koperty".
Aby uniknąć "fal Dunaju" przy składaniu papieru na pół- w miejscu planowanego zagięcia przeciągam płytką kreskę ostrzem nożyczek przy użyciu przyłożonej linijki. Tak można w miarę estetycznie zawinąć nawet kilkumilimetrowy brzeg.
Niektóre z paczuszek owinęłam w szary papier a potem udekorowałam naklejonym paskiem z kolorowego arkusza. Wszystko praktycznie wycinałam na oko, także oczywiście jestem świadoma, że efekt nie jest idealny. Można lepiej jeśli się tylko chce.
 Ze wszystkich dostępnych materiałów wycinam paski, wzorki łączę je w współgrające kolorystycznie kompozycje z kokardkami, wstążkami . Wzór kokardki z papieru mam dzięki Pauli z bloga onelittlesmile , bardzo dokładny tutorial jej autorstwa jest tutaj , ja odrysowywałam kształt bezpośrednio z monitora na przyłożoną kartkę - taki ze mnie luzak:)
Obejrzyjcie fotki, w razie pytań śmiało piszcie.


A jak u Was  ? :)

13.12.2014

Złoty środek na problemy włosowe.

Niełatwo trafić na idealny zestaw produktów, które równocześnie zapewniłyby pielęgnację i perfekcyjny wygląd. A żeby jeszcze było trudniej, to potrzeby włosów zmieniają się co kilka tygodni- tak jak szybko rosną, albo tak często jak wykonujemy farbowanie, keratynowe prostowanie czy inne zabiegi. Sama kiedyś szukałam przewodnika- spisu produktów, które sprawdzały się u rożnych osób na olejnych etapach. Nie znalazłam, więc uznałam że sama przygotuję podobne zestawienie. Moje doświadczenie opieram raczej na produktach drogeryjnych, łatwo dostępnych, które nie kosztują majątku.
Kiedyś przygotowałam dość ogólnikowy wpis o produktach, które zapewniają u mnie przyzwoity wygląd cienkich włosów. Dziś, mając już trochę więcej wiedzy i doświadczenia wezmę pod lupę bardziej złożone problemy włosowe, przez które w większości sama przeszłam, przeważnie w wyniu eksperymentów z farbami. A nóż komuś się przyda - może ktoś właśnie w panice szuka szybkiej pomocy. Pora zrobić coś specjalnie dla czytelników.
Zacznę od najtrudniejszego.

  • Włosy spalone, kruche, wypadające garściami, nie dające się czesać i bardzo swędząca skóra głowy, szybkie przetłuszczanie. Białe włosy - wytrawione kilkakrotnym rozjaśnianiem. Prześwity. To jest dobry moment by poszukać dla siebie pierwszego łagodnego szamponu (o ile już takiego nie macie) i wprowadzić go do pielęgnacji jako podstawę. To jest też czas by - zastanowić się czy warto dalej włosy farbować lub rozjaśniać - bo kondycja jest na tyle zła, że mogą nie przetrwać kolejnych zabiegów. W tak delikatnym stanie ja poleciłabym też zakup odżywki i maski - bomby silikonowo- emolientowej, czegoś co mocno pokryje włosy odsunie w czasie wykruszanie i łamanie się  ich zniszczonych partii . Może to być Gliss Kur z olejami, Nivea Long Repair i wiele innych. Warto też spróbować wymoczyć takie włosy w olejach (nawet rzepakowym czy słonecznikowym), przynajmniej co kilka myć, również w celu ograniczenia przesuszania. Nieuchronna też będzie seria wizyt u fryzjera i podcinanie tego co zostało. Nawet jeśli macie do obcięcia sporo- nie martwcie się, krótkie fryzury również potrafią być śliczne. Diabelnie swędząca skóra głowy jest częstym zjawiskiem po zbyt silnym farbowaniu - pociecha taka że po kilku tygodniach to mija samoistnie, ale póki co jedyny ratunek to łagodny szampon, wspomagający gojenie i odbudowę naskórka. Można zacząć od płynu Facelle, Babydream, albo płynu do kąpieli Babydream fur Mama. A, i zalecam znacznie mniej czesania - trzeba wyrzucić szczotki z metalowymi szpileczkami z kuleczkami na końcach! Mogą zrobić prawdziwą masakrę.
To jest moja głowa. Takie kuku zrobiłam sobie latem 2012 roku. Szkoda że nie wiedziałam tego co teraz :)
  •  Szybko widoczny odrost lub nieidentyczne działanie farby na całych włosach ( np miedziany odcień odrostu a długość biało fioletowa) Włosy przyklapnięte, zmęczone. Suche i kruche  końcówki. Tutaj nadal warto sięgać po oleje - tyle że na końcówki "od ucha w dół"  Różnicę koloru można zakamuflować na jakiś czas szamponetkami - naturalny blond, ciemny blond, brąz.. One wszystkie wymywają się do ładnego odcienia toffi. Metoda ta jest szybka, łatwa i bezpieczna. Jeśli mamy natomiast trochę większe doświadczenie w farbowaniu albo fryzjera pod ręką - taką różnicę koloru da się wyrównać przez a) położenie czegoś z popielem rozjaśniającego na odrost lub b) nałożenie pigmentu z pożądanym docelowym odcieniem na długość (pisałam o tym tu) a tutaj zrobiłam to na włosach kogoś innego. Moim winowajcą przyklapniętych i okropnych włosów był w takim okresie także szampon ze SleS oraz silikonem - dlatego włosy myłam coraz częściej i coraz bardziej wkurzała mnie granica odrostu.
    To uczyniłam sobie szlachetną perłą Joanny. Odrost stał się miedziany a długość wytrawiła się do jasnej kości słoniowej. październik 2013
  • Farba za jasna, lub za ciemna w stosunku do naturalnego odrostu, dylemat z farbowaniem zniszczonych włosów. No cóż, po fakcie i takim doświadczeniu u siebie stwierdzam, że prawdopodobnie  a) tylko Ci się wydaje że tak jest b) nikt tego nie widzi oprócz Ciebie c) ta farba się i tak wypłucze a kolor zmieni w ciągu kilku tygodni. Tylko nie popełnij tego błędu co ja- nie nakładaj na całe włosy rozjaśniającej farby. A już szczególnie nie wcieraj jej jak szampon. Włosy powiedzą bye bye i poodpadają gdzie tylko się da.

Moja zachcianka na ciemny blond a potem białe odrosty.

  • Włosy krótkie i zniszczone a pilna potrzeba zrobienia "wyjściowej fryzury" na przykład na ślub, lub inne wydarzenie, gdzie masa ludzi może robić zdjęcia. Byłam w takiej sytuacji i też popadłam w panikę. Gdybym żyła w innej rzeczywistości pewnie zrobiłabym sobie przedłużenie i zagęszczenie włosów, ale niestety zamiast tego musiałam mieć pomysł. Moja ślubna fryzura to był prosto ścięty bob ze spinką za uchem z kwiatkiem z tkaniny. Osobom nieco zdolniejszym w kwestii fryzur bardzo polecam dobierane hipisowskie warkocze z grzywki na bok. Delikatna faktura warkocza świetnie przyciąga uwagę i cienkie włosy bez życia nie są już na pierwszym planie.
  • Próba zapuszczania włosów. Widoczne prześwity, dzielenie się włosów na suche pasma. Próba zapuszczenia grzywki.Brak blasku i szybkie przetłuszczanie włosów. Wynika to z różnicy porowatości włosów naturalnych i farbowanych. Niewdzięczny etap.To świetny moment by polubić upięcia. Najłatwiej będzie przetrwać ten moment gdy wyćwiczymy ulubione metody plecenia warkocza, zawijania koczka lub wysokiego kucyka z obróconym asymetrycznie pasmem z grzywki. Mam nadzieję że wiecie o co chodzi;) Problem zniknie gdy odrost sięgnie ucha.
  • Włosy bardzo łatwo tworzące kołtuny.Włosy niszczące się mechanicznie od "byle czego" Problemy z rozczesywaniem. Długie włosy nieco częściej potrzebują dodatkowej porcji nawilżenia. Nie zaszkodzi kupić sobie dużego litrowego Kallosa za 10 zł i co mycie kłaść garść maski na partie lubiące się niszczyć. Druga sprawa to skoncentrowane serum olejowo silikonowe na końce - raczej niezbędne.
  • Włosy rzadkie,  wzmożone wypadanie, swędząca skóra głowy. Przerzedzone końce włosów. W tym przypadku warto pamiętać o systematycznym podcinaniu. Albo samych końcówek (kilka milimetrów co 6 -10 tygodni albo co 4-6 miesięcy optymalnie po 2 cm lub więcej - zależy jak bardzo w danej chwili priorytetem jest długość. Wzmożone wypadanie pomimo odstawienia farb itp może oznaczać wiele rzeczy - raczej tych nieciekawych. Generalnie mój wniosek (wynikający tylko z obserwacji własnych włosów) jest taki że zdrowy człowiek nie powinien w ciągu jednego czesania gubić więcej niż dwa włosy (tak dwa !). Jeśli z czupryny zjeżdża  ich 10 i więcej, to gdzieś jest problem, którego nie jesteśmy świadome. Może to być - uczulenie na składnik szamponu np cocamidopropyl betaine (co w sumie niedawno zdefiniowano w gronie włosomaniaczek), pochodne formaldehydu, aloes, kwasy owocowe (Tutaj moja lista przetestowanych szamponów). Anemia lub zmiana hormonalna - ciąża, laktacja. Czasami może to być też łojotok i "zapchana" skóra głowy z powodu zbyt rzadkiego oczyszczania (robicie czasem peelingi skóry głowy?) Przy optymalnie zdrowych włosach można już trochę odważniej stosować szampony oczyszczające. Niektóre znawczynie polecają nawet sporadyczne profilaktyczne stosowanie szamponów przeciwłupieżowych, które mogą uzupełniać włosowe potrzeby. I jeszcze jedno - u niektórych osób włosy nie rosną dłuższe niż za zapięcie stanika - zdarza się, koniec i kropka - takie geny. Oczywiście nadal obowiązkowym puntem są produkty kondycjonujące - odżywki i maski oraz serum zapobiegające niszczeniom końcówek.
  • Włosy zawsze sterczące inaczej niż trzeba, elektryzujące się. Tworzące prześwity. Bardzo możliwe że Twoje włosy są kręcone, czekają tylko na odpowiednie warunki by ujawnić skręt. Przestań je szczotkować i częściej kładź oleje. Możesz być zaskoczona efektem. Na elektryzujące włosy polecam odżywki w sprayu- albo po prostu małą butelkę z atomizerem z wodą jeśli włosy łatwo się strąkują. Może sprawdzić się też dowolna odżywka bez spłukiwania lub tzw serum w kremie ( te w większych tubach) Polecam wypróbować też napar z ziół - u mnie wielofunkcyjnym hitem jest zielona herbata - robi cudny aksamitny efekt na skórze twarzy, łagodzi podrażnienia i obrzęki wokół oczu oraz  wygładza włosy. W zielonej herbacie mogłabym się pluskać. Sprawdź czy Twój ulubiony sweter, golf lub szalik nie jest wykonany z akrylu. Może być winny kołtunienia i elektryzowania. Jesli włosy faktycznie wykażą tendencję do falowania no to już trochę inna bajka - żel z siemienia lnianego, nieco więcej olei i inne metody czesania.

Naturalnie, te wszystkie porady i pomysły najpewniej sprawdzą się u osoby, która ma z natury włosy podobne do moich (cienkie, delikatne) - fotki znajdziecie choćby na pasku bocznym w Mojej historii włosowej albo w Prawdziwej historii, gdzie widać doskonale co jest słabym punktem takich włosów.
Jeśli chcecie coś dopisać do listy, bardzo proszę  wpiszcie swoje zapytanie do formularza kontaktowego po prawej stronie-  dostanę je bezpośrednio na mail , potem dopiszę do listy (jeśli nie wyrazicie sprzeciwu ) i postaram się Wam pomóc.



07.12.2014

Włosomaniactwo. Historia prawdziwa.

Kiedy zapuszczanie włosów jest udręką...

Witajcie kochani. Dziś mam dla Was wpis nieco filozoficzny z okazji Ndw. Właśnie mija mniej więcej rok od mojego ostatniego dużego cięcia włosów, gdy poszło z 20 cm. Niby już wtedy wszystko szło ku dobremu, ale tak szczerze to musiałabym wtedy obciąć włosy przy samej skórze, żeby pozbyć się śladów zniszczeń wynikających z mojej niewiedzy i głupoty. Dla przypomnienia, albo dla tych, którzy pierwszy raz czytają blog, przygotowałam retrospekcję  najgorszych dni moich włosów z tego roku w zdjęciach. Możecie zobaczyć co doprowadziło mnie do apogeum rozpaczy i co zmotywowało do walki o włosy.


Jedyny moment, gdy byłam zadowolona z włosów na początku całej historii, bywał tylko po umyciu mocnym szamponem, a mimo to w kilka godzin później wszystko dzieliło się na podłe, złośliwe suche pasma. Włosy nawet nie przetłuszczały się jak u normalnego człowieka, tylko zamieniały się w połamane gniazdo z prześwitami.

I tutaj mam kilka fotek niepublikowanych dotąd (chyba żeby kogoś nastraszyć) najtrudniejszych momentów zapuszczania, albo generalnie, po prostu hodowania włosów. Pielęgnacja włosów zniszczonych, cienkich to przeważnie bad hair days or even worst :)
Podczas roku włosomaniactwa powstała masa zdjęć nieudanych a nawet okropnych. 
 BU!

Na fotkach po kolei od góry w prawo-  masakra po farbach, przesuszone i połamane włosy na długości, suche strąkowanie, mega strąkowanie kucyka, okropne strąkowanie w kilka godzin po myciu. Zbyt ciężki olej, zbyt słaby szampon - prześwit, zbyt ostry szampon i dziwny popalony puch, kolejna nieudana próba olejowania.  Ostatnie takie paskudne foto wyszło z 6 miesięcy temu i teraz zdarza się rzadziej.

Oczywiście, każda włosomaniaczka powie że trud się opłaca, ale to naprawdę dużo nerwów kosztuje. Dziś mam jeszcze kawałek do celu, ale włosy chyba doczekały się happy endu. I teraz już wyszły na prostą. Na długości mam jeszcze do wywalenia z 20 cm, ale przewaga tych gęstych i zdrowych umie już zrobić sztuczny tłok.  A pamiętam jak z rok temu sprawdzałam przed wyjściem z domu jak włosy wyglądają z tyłu, aby nie świecić prześwitem. Oj ciężko było, kryzysowo i dołująco.

Co mi dał jeszcze rok włosomaniactwa ?
Mogę wyjść z domu we flaneli i za dużych jeansach, mogę się nie umalować i ubrać najbrzydsze buty jakie posiadam. A mimo to jedna rzecz zawsze wygląda doskonale :) - włosy.
100 punktów więcej pewności siebie, optymizmu i kobiecości.


Podobne wpisy z cyklu garstka porad, które mogą być przydatne dla początkujących :


A i jeszcze mały zabawny kwiatek : Jak trafiono na mój blog :

Dobre, dobre....

05.12.2014

O Invisibobble raz jeszcze .

Dzięki ogromnej serdeczności  Aleksandry, autorki  bloga "Misz i masz na bogu Aleksandry " miałam możliwość wypróbowania najprawdziwszej gumki Invisibobble. Przygotowałam dla Was ich porównanie z chińskim, o wiele tańszym odpowiednikiem. Tutaj jest mój pierwszy post o tego typu gumkach. Tam też dokładnie zanalizowałam działanie takiej gumki. Tutaj zaś przeczytacie w czym wyjątkowe jest prawdziwe Invisibobble. Przygotowałam kilka fotek porównawczych. Na zdjęciach są dwie tanie gumki seledynowa i granatowa oraz jasno błękitna (jak bezchmurne niebo) Invisibobble.


Różnica widoczna gołym okiem - tworzywo użyte do wykonania Invisibobble jest o wiele delikatniejsze, bardziej gładkie,  łatwiej można ją rozciągnąć. Jest bardziej plastyczna i giętka i miękka. Rozciągnięcie jej nie wymaga tyle siły co tej drugiej. Spiralka ma odrobinę mniejsze i gęstsze kręgiNie wkręca się we włosy - tzn może i wkręca ale  łatwo ją wycofać i z włosów zeskakuje.  To jej największy plus i przewaga nad tańszą wersją. Do zrobienia kucyka trzeba zawinąć ją przynajmniej na 3 razy (przy cienkich włosach), bo jest luźniejsza od tańszego odpowiednika. Koszt zakupu gumki tańszej to ok 60 groszy za sztukę a Invisibobble ok 15 zł za 3 sztuki w niewielkim pudełeczku. A tak nawiasem mówiąc wydawało mi się że te wszystkie gumki są trochę większe a realnie to takie maleństwa nierozciągnięte niewiele większe od pięciozłotówki.


A oto jak Invisibobble układa się na włosach- Mam wrażenie że kucyk jest szerszy, bardziej przypomina wachlarz. Mimo, że jest gumka bardziej rozciągliwa, tak samo zdecydowanie siedzi we włosach i nie zsuwa się. Identycznie jak tani odpowiednik przy zdejmowaniu wymaga rozwijania, nie da się jej zsunąć. No przynajmniej u mnie. Ale ja jestem nadwrażliwa na taki ból więc i na to trzeba wziąć poprawkę. 
Generalnie - oba rodzaje gumek sprężynek działają podobnie, jednak Invisibobble wygrywa ze względu na lepszą jakość materiału. Jeśli macie wybór gumek przed sobą - i jedne i drugie warto przetestować na sobie.
Jeszcze raz dziękuję drogiej Aleksandrze za udostępnienie Invisibobble. Jest mi niezmiernie miło. Pozdrawiam !

04.12.2014

Brwi jak Lilly Collins czyli o tym, co dają suplementy. Jak przyciemnić brwi. Podsumowanie kuracji Priorin.


Witajcie !
Od września stosuję Priorin i właściwie kończę kurację składającą się z 3 opakowań przewidzianą na 3 miesiące stosowania. Ostatnie pudełko stosuję po jednej kapsułce dziennie, nie po dwie.
Krótko mówiąc o jego działaniu - było tak :
Do kuracji podeszłam z włosami bardzo rzadkimi i słabymi. Po trzech tygodniach stosowania włosy zaczęły (!) dodatkowo mocno wypadać. Trwało to ok 2- 3 tygodni i potem już było lepiej. Tłumaczę to sobie tym, że akurat jesień i to zwykły proces, który szybko minie. I faktycznie tak było.
Po około miesiącu przyspieszył porost paznokci. Płytki nadal łatwo pękają, ale nie rozwarstwiają się po bokach. To już coś.
Po ok 1,5 miesiąca stosowania zauważyłam znacznie szybszy porost włosów i ich wizualne zagęszczenie.  Naturalny odrost ekspresowo zdominował optycznie fryzurę i uwidoczniły się słoneczne refleksy po lecie. Najprawdopodobniej zawdzięczam to końskiej dawce kwasu pantotenowego 460% zapotrzebowania na dobę w 2 kapsułkach dziennie.
Podsumowując z fryzury "do ramion i trochę" przeszłam gładko do długości do zapięcia stanika. Rewelacja :)
Teraz normą (jeśli nie ma innych problemów zdrowotnych itp) podczas czesania na mokro jest 2 do 6 włosów. Podczas mycia zawsze wypada przynajmniej 15, ale nie umiem tego dokładnie stwierdzić, bo jasne włosy są po prostu niewidoczne w wodzie.

Jako ciekawostkę dodam też porównanie Priorinu ekstra z Revalidem - znacznie tańszym zamiennikiem. Przygotowałam je kiedyś na prośbę jednej z czytelniczek. Może się przydać !

Wedle strony revalid.pl a względem tego co mam na Priorinie jest tak : Revalid opisuje 1 kapsułkę a Priorin dwie na porcję czyli tabelkowo wspólne lub podobne składniki:
50 mg L-cystyna Revalid 1 szt - Priorin 6 mg w 2 szt
50 mg wyciąg z prosa 1 szt / ekstrakt z prosa 420 mg w 2 szt
50 mg wapnia D–pantotenian 1szt  /kwas pantotenowy 27,6 mg w 2 szt
50 mg L-cystyna 1 szt/ 6mg w 2 szt
-- /biotyna 200ug w 2 szt
50 mg wyciąg z kiełków pszenicy / olej z kiełków pszenicy (jako nośnik, nie określono)
Priorin nic więcej.
Revalid dodatkowo wymienia:
DL-metioninę 100 mg; witaminę B1 (tiaminy chlorowodorek) 1,5 mg; witaminę B6 (pirydoksyny chlorowodorek) 10 mg; kwas p-aminobenzoesowy 20 mg; żelazo 2 mg; cynk 2,2 mg; miedź 0,5 mg; drożdże piwne 50 mg.
Reasumując Revalid wypada lepiej. Ale nie jestem farmaceutą więc to tyle co wywnioskowałam z informacji podanych przez producentów.

Ważny argument - cena Priorin to wydatek  rzędu 100 -130  zł a Revalid 25- 40zł.



link
A co do brwi - dzięki suplementom a chyba zwłaszcza Priorinie zagęściły się niewiarygodnie. Wyrosły mi praktycznie takie  jak  ma Lilly Collins. Przez kilka miesięcy nosiłam je naturalne, bardzo jasne, ale wczoraj postanowiłam przyciemnić. Bo taki styl również bardzo mi się podoba. Moim zdaniem twarz z mocnymi brwiami wygląda młodziej a rysy są bardziej wyraziste. Buzia mniej pucata (skoro brwi zajmują 1/3 czoła :) żarcik.
I teraz podzielę się z Wami sekretem jednolitego perfekcyjnego przyciemnienia jasnych brwi.
Mój patent do przyciemniania brwi to  .....  farba do włosów. Dotychczas używałam farb Joanny w odcieniach brązu, a teraz zastosowałam Wellaton 5.0 jasny brąz. Henna nigdy w pełni nie spełniła moich oczekiwań bo albo na bardzo długo przebarwiała skórę, albo nie pokrywa jasnych włosów całkowicie. No i przy zmywaniu zawsze robiła się kasztanowa a potem marchewkowa.

Farba Wellaton zaś trochę poplamiła skórę i wieczorem straszyłam, ale o poranku umyłam twarz porządnie jeszcze raz i przebarwienia zniknęły. Oczywiście farba nie uczuliła ani nie wydarzyło się  nic niezwykłego. Producenci farb stanowczo odradzają stosowanie farb na brwi. Rzecz jasna zalecam robienie prób uczuleniowych przed zabiegiem.

Mnie osobiście zadowala dokładne pokrycie włosków brwi, czego nie dało się uzyskać żadnym rodzajem henny. Skóra jeszcze nigdy nie zareagowała podrażnieniem.

PS. Jak bardzo słusznie zwróciła uwagę w komentarzu Gapa stosowanie farb wiąże się z  ryzykiem podrażnienia a nawet gorzej przy nieostrożnym stosowaniu ich w okolicy oczu.
 
Brwi są tylko delikatnie podregulowane, nie przycinane ani nie podmalowywane.  Na rzęsach tusz All eyes on me Essence.


29.11.2014

Balea - Feuchtigkeits Shampoo Mango + Aloe Vera

 Witajcie! Tym razem mam dla Was krótką recenzję  Balea - Feuchtigkeits Shampoo Mango + Aloe Vera trockenes & strapaziertes Haar- czyli Balea - szampon mango i aloes dla włosów suchych, zniszczonych. 





Skład :AQUA · SODIUM LAURETH SULFATE · COCAMIDOPROPYL BETAINE · SODIUM CHLORIDE · GLYCERIN · GLYCOL DISTEARATE · PARFUM · PANTHENOL · HYDROSYPROPYL GUAR HYDROXYPROPYLTRIMONIUM CHLORIDE · SODIUM BENZOATE · CITRIC ACID · POTASSIUM SORBATE · NIACINAMIDE · LAURETH-4 · STYRENE/ACRYLATES COPOLYMER · ALOE BARBADENSIS LEAF JUICE POWDER · MANGIFERA INDICA FRUIT EXTRACT · TRIDECETH-7 · SODIUM LAURYL SULFATE · Cl 47005 · Cl 16035.
Czyli wygląda to niemal doskonale , jak na szampon oczyszczający. Nie ma tu brzydali, które pakuje się do wszystkich polskich produktów- hydantoiny i methylisothiazolinone. 

Szampon o pojemności 300ml  można dostać w cenie ok 5 zł (cena bardzo umowna - zależy od importera) Konsystencja - dość gęsty żel,  w kolorze lekko  pomarańczowym, półprzezroczysty. Zapach - zdecydowane mango albo ogólnie mówiąc tropikalny (kwestia gustu, ale mi podoba się bardzo). Opakowanie funkcjonalne i wygodne.
Wadą tego kosmetyku jest jedynie słaba dostępność, bo stacjonarnie kupić produkt raczej trudno. Warto  sprawdzać na miejskich bazarkach, niektórzy sprowadzają te i wiele innych produktów wartych uwagi włosomaniaczek.

A teraz przejdźmy do konkretów, czyli działania. 
Na zdjęciu włosy tuż po umyciu szamponem Balea, podsuszone i przeczesane miękką szczotką do modelowania.
 


Umyłam włosy tym szamponem dwukrotnie, celowo nie stosując maski ani odzywki, aby test działania był jak najbardziej miarodajny. Po pierwsze - szampon doskonale poradził sobie z doczyszczeniem skóry głowy, nie wywołał swędzenia ani żadnych takich kwiatków. Już podczas rozprowadzania go na włosach zauważyłam że nie plącze i nie filcuje końcówek. Całość włosów jest wygładzona, równomiernie nawilżona (bez przyklapu czy elektryzowania). Moje zazwyczaj szorstkie podniszczone końce włosów tym razem (tymczasowo) zmniejszyły porowatość. Szampon Balea choć jest teoretycznie tylko produktem myjącym włosy pielęgnuje - sprawia wrażenie zastosowania serum silikonowego. Włosy są uniesione i do tego pięknie pachną. Są świeże i połyskujące (!) cały dzień. 
Podsumowując - Może się okazać że Balea - Feuchtigkeits Shampoo Mango + Aloe Vera jest faktycznie idealny dla włosów bardzo zniszczonych lub rozjaśnianych. Bo świetnie działa, ciekawie pachnie i zostawia po sobie naprawdę przyjemne wrażenie. Dawno nie byłam tak zadowolona z szamponu. Polecam! Zamierzam stosować go naprzemiennie z Babydream für Mama Wohlfühl-Bad

25.11.2014

[11] Mój sposób na fale - Ndw

Witajcie. Dziś krótko i zwięźle chcę się z Wami podzielić moim sposobem na całkowicie bezpieczne podkręcenie włosów. Metoda jest przeze mnie tyle razy sprawdzona, że bez obaw mogę ją polecić. Ba, nawet sama odważyłabym się na nią postawić tuż przed jakimś bardzo ważnym "fotogenicznie" wydarzeniem.Na zdjęciu zobaczycie jakie rodzaje fal daje się tym sposobem uzyskać. 
Wiele osób pytało mnie o sposób a więc proszę - oto on.


Najlepiej rzecz sprawdza się na włosach świeżo umytych, rozczesanych i wysuszonych lub prawie suchych. Opcjonalnie włosy można spryskać delikatnie mgiełką - wodą lub lekką odzywką.
Do stworzenia fal  potrzebna jest gruba frotka - najgrubsza z możliwych istniejących, najlepiej już lekko rozwleczona (inna może sporo wyrwać albo nierówno odkształcić). Włosy wykręca się wokół własnej osi (np za pomocą palca wskazującego prawej dłoni )tak jak do upięcia klamrą, z tym że wszystkie końcówki zawija się starannie wokół powstającego koczka, jak najbliżej skóry głowy. Na to frota zawinięta na dwa razy i już.
Aby wszystkie końcówki "złapały" się idealnie - frotkę (już na koczku) chwytam w dwóch miejscach równocześnie i obracam jeszcze delikatnie w kierunku zawijania włosów.


Trwałość i sprężystość loków zależy głównie od czasu - jak długo trzymamy włosy mocno skręcone w koczku. Mi wystarcza około godziny by włosy zechciały utworzyć skręt. A najlepiej jest gdy włosy zawinę o poranku a po południu tuż przed "imprezą" rozpuszczę. Jeśli jedziemy gdzieś autem frotka może być na włosach aż do ostatniej chwili podróży, by potem zaskoczyć blaskiem i hollywoodzką objętością włosów :) 
Można też wspomóc się lakierem- ale moje włosy na przykład lakierów nie tolerują - natychmiast klapną, prostują się i zamieniają w poklejoną połamaną szopę. Mam nadzieję że opis jest wystarczająco przekonujący.
Im włosy bardziej suche, podniszczone - tym łatwiej "wejdą " w skręt i będzie on mniejszy. Im włosy dłuższe, tym mogą z kolei szybciej się rozluźniać skręt. Jeśli zaś fale wyjdą zbyt mocne, można je delikatnie rozczesać szerokim grzebieniem. Mimo wszystko metoda frotkowa jest bardzo wygodna i efektowna - wypróbujcie !

24.11.2014

RADY NA KOŁTUNY

Czyli jak rozplątać wyjątkowo oporne kołtuny i jak zapobiegać powstawaniu nowych. Mowa oczywiście o włosach, które są podniszczone na przykład farbami  a sfilcowany kołtun od szalika to ostatnie czego im potrzeba.
Tej jesieni raz tylko wróciłam ze spaceru z tym problemem, a właściwie z trzeba dorodnymi puklami niewiarygodnie zdredowanych końcówek. Mam nawet przypadkowo zdjęcie fryzury, która "nie sprawdziła się" i zupełnie nie uchroniła przed niszczeniami . Był to zwyczajny wysoki kucyk, nieco luźny i sporo delikatnych włosów wymykało się pod nim. Niemal wszystko co było poza kucykiem, łącznie z krótkimi babyhair pięknie uformowało kilka kołtunów. Miałam akurat szalik typu "indyjskiego" ze splotu wielokolorowych nitek, w tym srebrnej. Zauważyłam, że najmniej niszczą włosy szale lub chusty typu arafatka z bawełny. Są niestety najmniej ciepłe ale przynajmniej zawsze wyglądają stylowo.

Moje cienkie, wysokoporowate, przesuszone  włosy przy końcach bardzo łatwo zbijają się w takie okropne gniazda kołtunów, choć pewnie nie jest to jedyny rodzaj włosów, którego ten kłopot dotyczy. Z całą pewnością najbardziej narażone na takie plątanie są włosy długości do ramion i dalej, posiadaczki fryzury bob i krótszej praktycznie wcale nie muszą się tym martwić.

Co zrobiłam by włosy ratować ?

 Moje włosy są wyjątkowo oporne jeśli chodzi o czesanie na sucho, więc o  próbie rozczesywania zbitego kołtuna nie ma mowy. Najpierw zabrałam się za delikatne rozplątywanie palcami - bardzo długo i cierpliwie wyciągałam z kołtunów włosy, które w miarę lekko dały się wycofać. Po 15 minutach Udało się uwolnić ponad połowę. Resztę nadal zbitą ze sobą nasmarowałam oliwą z oliwek. Potem nałożyłam na to garść maski Kallos Banana. Potrzymałam to jeszcze z 10 minut i następnie umyłam z pomocą płynu Babydream fur Mama.Ostatnio to mój ulubieniec w kategorii mycia włosów ! Potem znowu maska i jeszcze na to odżywka Argan dla włosów zniszczonych.W ten sposób włosy maksymalnie wygładziłam a suche i kruche fragmenty włosów uchroniłam przed rozerwaniem. W miarę spłukiwania kolejnych kondycjonerów włosy coraz bardziej się oswobadzały.

A o czym powinnam pamiętać na przyszłość?

Ograniczam przynajmniej o połowę stosowanie szamponu ze SLES- w okresie "szalikowym" zamierzam myć nim wyłącznie skórę głowy- a pianę nakładać dosłownie tylko w paru miejscach- czubek głowy i  tył do wysokości potylicy, skronie (nad uszami ) i tyle. Reszta będzie myta tylko Babydream fur Mama. Pod koniec mycia na włosy od spodu kładę dodatkową porcję odżywki. Na same końce zamierzam nadal nakładać serum z silikonem i olejem (np Bioelixire). A co najistotniejsze- zamierzam zawsze przy sobie nosić w rezerwie gumkę do włosów, by móc je zebrać na bok i związać, gdybym zapominała wcześniej o upięciu. Postaram się wyrobić nawyk zaplatania warkoczy. Albo przynajmniej zawijania włosów w szybki koczek. Aby dotrwać do wiosny bez poważnych strat włosowych planuję regularne podcinanie końcówek, także   za pomocą maszynki do strzyżenia.

Jedyna nadzieja w tym, że  im zdrowsze włosy, tym mniej podatne na plątanie i kiedyś doczekam się błyszczących zdrowych końcówek o ile czegoś po drodze nie skopię. A co Wam pomaga w walce z kołtunami ? Koniecznie dajcie znać :)

19.11.2014

TAG :10 faktów o mnie - foto galeria !

Dziś przygotowałam TaG "10 faktów o mnie" [random facts about me] . Nieco mniej niż zwykle to bywa, ale za to ze zdjęciami.
Do wykonania Tagu zapraszam wszystkich obserwatorów posiadających blogi. Możecie dać link do odpowiedzi w komentarzu.

1.Rzadko o tym wspominam na blogu ale oprócz tego że jestem blogerką to przede wszystkim żoną wspaniałego męża i mamą kochanego synka. Pchła niedługo kończy 3 lata.



 2. Od urodzenia mieszkam nad morzem. W linii prostej od mojej miejscowości podobno jest tylko 6 km do brzegu morza.


3. Zawsze przy mnie były psy. Zazwyczaj w liczbie mnogiej. Nie, nie miałam domku jednorodzinnego, mieszkaliśmy wtedy w kamienicy, w dwóch pokojach. Począwszy od Dory* ze schroniska zaadoptowanej w 1994 roku , potem pojawiła się Pisia*, Atos* a następnie Nuka*, Helga i potem Ygor, Alma oraz Toffi. Większość z nich to przygarnięte znajdy ratowane z opresji. Część z nich już odeszła z powodu wieku. Pełnią psiego szczęścia czwórka z nich.cieszy się do dziś.  Na zdjęciach nie ma jeszcze Bobika*, którego zostawili przy budzie byli właściciele domu moich rodziców podczas przeprowadzki. Był głaskany i w pełni akceptowany do końca swych dni. Ygor, pies największy został przeze mnie przygarnięty już jako dorosły olbrzymi wychudzony psiak. Błąkał się zimą 2010 kilka tygodni pod szkołą w sąsiedniej miejscowości. Bardzo łagodny i uwielbiany przez wszystkich. O rybkach i śwince morskiej nie będę się rozpisywać bo i tak już wyglądam na wariatkę. Aktualnie mam przy sobie tylko rybki, A psy u rodziców, bo tu gdzie mieszkam nie mogę mieć innych zwierząt. Mam nadzieję, że to się kiedyś zmieni.


4. Gdy byłam kilkuletnim dzieckiem otrzymałam od rodziców pierwszy aparat fotograficzny, oczywiście na kliszę. Była to CMENA, sprawna do dziś. Aparat super trudny w obsłudze był moim ulubieńcem i umożliwiał  tworzenie bajecznych zdjęć zanim wymyślono chińskie "idiot camera", cyfrówki i fotoszopy.

link
5. Posiadam konta na wielu serwisach społecznościowych z dziedziny muzyki, filmu tp. Oto niektóre moje profile (obrazki linkują bezpośrednio na profil) Jestem również na Spotify, Soundcloud, Planuję spróbować swoich sił  w grafice wektorowej. Współtworzę z mężem także blog kulinarny Kuchnia u Czarownicy.

http://www.filmweb.pl/user/Milli1982

http://www.lastfm.pl/user/Milli1982http://lubimyczytac.pl/profil/211433/milli1982
 
6.Moim największym nałogiem jest nie kawa a gorące, mocne i lekko osłodzone kakao.

Tą doskonałą :) grafikę wykonałam przed chwilą w Gimpie
7. Gdy byłam małą dziewczynką, mój starszy brat wypożyczał na VHS horrory a ja oglądałam je razem z nim. Z tego powodu im bardziej straszny, przerażający film tym bardziej zdarza mi się diabolicznie śmiać albo rechotać. Najbardziej lubię  thrillery z opowieściami o duchach.
Ulubioną zaś scenerią z filmu jest ulica Pokątna. Chciałabym kiedyś zobaczyć to na żywo.

link
8. Moją kulinarną słabością jest pizza. Przeklęte uzależnienie.


9. Uwielbiam rower. Jeżdżę wytrwale i pełną gębą. Na fotce sprzed lat można zobaczyć mnie z najlepszej strony :) Aktualnie jeżdżę damką z fotelikiem bo mam małego pasażera.


10. Jestem członkinią ROD . Uprawa działki to nieopisane szczęście i przyjemność.

Gdyby ktoś szukał nazw mam tu między innymi łubin, pomidory, paprykę ostrą, ślazy, georginię, piwonię, truskawki, ogórek długi szklarniowy,  werbenę i lobelię, czereśnie, czarne porzeczki, nagietki, gailardię, dynię olbrzymią i dojrzewające pomidory na krzakach.

Mam nadzieję że spodobał Wam się kawałek mojego świata. Pozdrawiam!